10 najlepszych książek 2020

Obszernie opowiadamy o tym, na co zwróciliśmy uwagę w minionym roku, co nas zachwyciło, czemu oddawaliśmy się czytelniczo bez reszty.

W licznych wiadomościach pytacie nas, na co zwróciliśmy uwagę w minionym roku, co pozostawiło nas obojętnym, a czemu oddawaliśmy się czytelniczo bez reszty. Krótko mówiąc, pytacie nas, jak ułożyłby się nasz top książkowy. Po zaciętej dyskusji, w czasie której nieomal nie rzuciliśmy się sobie do gardeł, możemy chyba odpowiedzieć, że wygląda on mniej więcej tak:

01 Mira Marcinów: „Bezmatek”, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec, s. 256 

Literatura funeralna przeżywa ostatnio w Polsce rozkwit, jednak „Bezmatek” to coś dużo więcej – wśród zalewu synowskich matko-śmiertnych relacji z żałoby, wreszcie mamy do czynienia z głosem córki. Mira Marcinów jest mistrzynią stylu, o trudnej relacji z matką pisze tak, jak się myśli w sytuacji takiej, w jakiej znajduje się bohaterka – poetyką fragmentu, urywanymi myślami, zapiskami na żałobnych wieńcach. To powieść wielu rejestrów – od pompatycznego po kiczowaty. Pomimo minorowego tonu, „Bezmatek” pozostawia sporo nadziei na to, że śmierć nie jest końcem relacji – w przeciwnym przypadku powieść musiałaby się skończyć w momencie spodziewanej śmierci. To pasjonujący traktat o odchodzeniu, o wżyciu się w śmierć, o poszukiwaniu tożsamości. Brawurowa próba podjęcia tematu „po Różewiczu”. Książka Marcinów pozostawia w czytelniku ślad na długie lata, a właściwa jej lektura, z uwagi na uniwersalność doświadczeń, rozpoczyna się dopiero po jej przeczytaniu. „Bezmatek” się nie kończy. Podobnie jak matki nie umierają. (Tomasz Wojewoda)

02 Igor Jarek: Halny, Wydawnictwo Nisza, Warszawa, s. 256

Igor Jarek przeszedł długą drogę. Od poezji (tomiki: Różyczka i Białaczka), przez pracę w kopalni (i zawieszenie na kołku roli poety), scenariusze pisane do komiksów, po próby pisania dla teatru. „Nowohucka kolęda” i „Królowa” powstały właśnie z myślą o nim. Zamysł Jarka ziścił się połowicznie. Teksty – pomyślane i napisane jako monodramy – wydrukowały „Twórczość” i „Dialog”, ale zamiast na deskach teatru wylądowały (ostatecznie) w tomie opowiadań Halny. Na czym polega ich fenomen? Ich uwodliwa moc? Być może na umiejętnym (choć wielce ryzykownym) balansowaniu na linie klisz i schematów, z której pisarz ani razu nie spada, na gatunkowym i tonacyjnym „pomiędzy”, na języku, który nie idzie na żadne kompromisy, na międzynowelowych spoiwach, delikatnych – ledwie zauważalnych – nitkach, które łączą opowiadania. Gdzie to wszystko Jarka zaprowadzi? Jaki będzie jego następny krok? „Pytaj się mnie – ja ciebie”. (Paweł Jasnowski)

03 Adam Leszczyński: Ludowa Historia Polski, W.A.B., Warszawa, s. 672

Zwieńczenie starań o przywrócenie właściwych proporcji w naszym myśleniu o historii Polski, które w różnych aspektach podejmowała wcześniej grupa autorek i autorów. Leszczyński zrobił syntetyczne podsumowanie tematów zakłamanych i przemilczanych, od dawna domagających się opowiedzenia.  (Jan Bińczycki)

Ludowa historia Polski podobnie jak Ludowa historia Stanów Zjednoczonych Howarda Zinna wbija osinowy kołek w samo serce idealistycznej wizji przeszłości. To – dodajmy dla porządku – historia pisana z perspektywy nieelitarnej, z ukosa, z perspektywy „dolnych 90%” – rządzonych, a nie rządzących, zdominowanych, a nie dominujących, wyzyskiwanych, a nie wyzyskujących. Zinn powiadał, że historycy nie poświęcając wystarczająco dużo uwagi sprawom nędzy i klasy w przeszłości, legitymizują w istocie panujący niesprawiedliwy porządek społeczny i polityczny. Leszczyński wziął sobie te słowa do serca. Jego gest jest próbą zmiany (elitarnej) narracji, która – o ile zostanie przenicowana – może być zaczynem równościowej korekty. Nowej, bardziej egalitarnej i mniej wykluczającej wspólnoty.  (Paweł Jasnowski)

04 Mark Fisher: Realizm kapitalistyczny. Czy nie ma alternatywy? przeł. Andrzej Karalus, Książka i Prasa, Warszawa, s. 174 

10 lat po brytyjskiej premierze, 3 lata po śmierci autora, Realizm kapitalistyczny w końcu w polskim przekładzie. Obszerny esej Marka Fishera poświęcony diagnozie kapitalizmu jako wszechogarniającego systemu, który w niemal niezauważalny sposób tworzy ramy naszego myślenia o świecie. Tekst naszpikowany jest cytatami i odwołaniami do teoretyków i krytyków kapitalizmu, ale dla równowagi przeplatany jest licznymi ilustracjami rodem z filmu i popkultury, co czyni go łatwo przyswajalnym, strawnym, a przy tym sprawnym językowo. Co zaś do konkluzji – nadal pozostają ponure. (Alicja Beryt)

Mimo całej ponurości Realizmu we wpół legendarny esej Fishera wpisana jest nadzieja, która nam się udziela, która jest impulsem zasilającym naszą działalność. Na końcu bowiem Fisher powiada, że promyki alternatywnych możliwości politycznych i ekonomicznych mogą przynieść niewspółmiernie duże efekty – przejście od sytuacji, w której nic nie jest możliwe, do stanu, w którym nagle wszystko staje się możliwe. Fisher co prawda nie mówi, co może być tym „najdrobniejszym wydarzeniem, które może wydrążyć dziurę, w szarej kurtynie reakcji, która wyznaczała horyzonty możliwości w kapitalizmie realistycznym”. Według nas może to być (inna) opowieść zdolna dokonać rozbiórki hegemonicznego języka ekonomii. Literatura – oto nasza dewiza – to szansa na pisanie takich języków, które pozwolą stworzyć alternatywę dla tego globalnego, neoliberalnego języka, który – by użyć słów Andrzeja Ledera – nie ma twarzy. (Paweł Jasnowski)

05 Jakub Kornhauser: Premie górskie najwyższej kategorii,  Wydawnictwo Książkowe Klimaty, Wrocław, s. 184

Opowieść o doświadczeniu i radości, o mieście i jego peryferiach, o kontakcie z przyrodą i zmianie perspektywy. Rowerowa proza poetycka, antyprzewodnik turystyczny, koncept niczym gonzo journalism, ale zamiast niebezpiecznych substancji napędzany sportem. Od lat nie było lepszej książki o Krakowie. (Jan Bińczycki)

Przy powszechnym lekceważeniu literatury sportowej, Premie potrafią przełamać stereotypowe i szkodliwe skojarzenia związane z gatunkiem, odważnie zerkając w stronę Olimpu, na którym zasiada Ota Pavel z Bajką o Rašce. Choć to książka wybitnie krakowska i miejscami powtarzalna, to umiejętnie pokazuje, że na każdej mapie znajdują się cuda, każde wyjście za próg to niespodzianka, a codziennie mijana, oswojona przestrzeń, kryje liczne tajemnice. Ledwie skończysz Premie, a już zaczynasz szukać na OLX-ie używanej szosy albo jakiego grawela. (Karol Kleczka)

06 Ananda Devi: Smutny ambasador, przeł. Krzysztof Jarosz, Wydawnictwo w Podwórku, Gdańsk, s. 208

Trudno uwierzyć, ale Ananda Devi zrobiła to po raz trzeci. Jej powieści Zielone Sari i Ewa ze swych zgliszcz, przełożone kapitalnie przez Krzysztofa Jarosza, rozbiły bank, ograły – z ogromną łatwością – swoją konkurencję. Tymczasem Smutny ambasador, którego otrzymaliśmy w tym roku (znowu za sprawą Wydawnictwa w Podwórku) podbija stawkę być może jeszcze wyżej. Jest tak dlatego, że znane z jej powieści jakości (uwodząca poetyckość, chirurgiczna precyzja w nacinaniu słów), suplementują tu ironia i humor, które często deregulują ton opowiadania i rozbrajają głęboką – a przez to nazbyt ciężką – puentę. Jest tak także dlatego, że Devi fascynująco tropi, w jaki sposób to, co możliwe do zobaczenia należy do domeny władzy, która unaocznia i zarazem wyklucza z pola widzenia to, co wokół nas i tych, który mieszkają obok i między nami. Maurytyjska pisarka przekraczając kolejne tabu, oscylując między różnymi tonacjami, zderzając piękno języka i naturalizm obrazowania, udowadnia, że pozostaje jedną z najciekawszych współczesnych pisarek. (Paweł Jasnowski)

07 Andrea Lundgren: Fauna Północy, Wydawnictwo Pauza, Warszawa, s. 160

Proza Andrei Lundgren jest podobna do opisywanego przez nią lasu. Z pozoru zwyczajna, kryje w sobie zaskakującą siłę. Wystarczy krok, kilka zdań i już wiemy, że jesteśmy obserwowani. Ptak, który krzyczy nocą, ogromny wieloryb szybujący za oknem, lis na pustkowiu przy torach kolejowych. Patrzą i czekają. Lundgren bezbłędnie obnaża nasze czułe miejsca – bezbronność, tęsknotę, słabość wobec własnego umysłu. W tym mroku zostawia nam jednak lampkę na parapecie okna – sugestię by otworzyć się na szerszą, nieantropocentryczną perspektywę. (Aleksandra Byrska)

08 Dorota Leśniak-Rychlak: „Jesteśmy wreszcie we własnym domu”, Instytut Architektury, Kraków, s. 340

Ciekawa graficznie, lekka, ale i miejscami niewygodna — wydana przez Instytut Architektury książka jak w soczewce skupia w sobie wielość narracji o domu. Osobiste zazębia się tu nierozerwalnie z politycznym, wychodząc znacznie poza ramy tego, co zwykliśmy zamykać w pojęciu architektury i urbanistyki. Jest to opowieść o Polsce potransformacyjnej, trudnym wychodzeniu z komunizmu, ale też o naszych klasowych pragnieniach i dążeniach, znajdujących odbicie w naszych mieszkaniach rodem z katalogów Ikei, wypełnionych modnymi dodatkami. Publikacja Doroty Leśniak-Rychlak jest odtrutką na przyjętą przez nas kilka lat temu z hurraoptymizmem “Wannę z kolumnadą”, odsłaniając przed czytelnikiem to, co dotąd było niewidoczne, a więc i niepoddawane dyskusji. Jedna z ważniejszych publikacji tego roku, przemyślana, wciągająca i dająca do myślenia. (Magdalena Kargul)

09 Denis Johnson: Syn Jezusa, Wydawnictwo Karakter, Kraków, s. 128

Choć fabularnie opowiadania Johnsona nie tworzą spójnej całości, to złożona z nich mozaika sprawia, że czujesz się jakbyś włóczył się w barze od stolika do stolika. Tu historia za browara, tam gawęda za fajkę, komizm przechodzi w tragizm, by wrócić w drugą stronę i sprzedać opowieść po reportersku prawdziwą. Literatura gęsta i mocna, szybka jak serie z karabinu, nie ma tu miejsca dla przypadkowych zdań, a gdy Johnson zawiesza narrację to tylko po to, by mocniej rezonowała w czytelniku. (Karol Kleczka)

010 Wit Szostak: Cudze słowa, Powergraph, Kraków, s. 280

Polifonia apokryfów, książka-zagadka, a może też traktat o prawdzie. Choć otwierają ją pytania o to, co właściwie stało się z Benedyktem Rysiem, to jednak śledztwo nie prowadzi do  do podania jednej odpowiedzi, lecz w głąb każdego z narratorów powieści, ukazując, że prawda o człowieku ujawnia się w doświadczeniach bliskich mu osób. To również wyjątkowa pochwała życia, które zostaje przemnożone przez sumę tych wszystkich wyjątkowych ludzi jakich spotykamy na zawsze wspólnej drodze. To wreszcie skuteczny eksperyment stylistyczny, gdzie każdy narrator i narratorka posługują się specyficznym językiem, skrywając nie tylko głównego bohatera fabuły, ale i jej twórcę-pisarza. (Karol Kleczka)