Bolesna uczta

Tomasz Wojewoda o wydanej nakładem Korporacji Ha-art powieści "Niż" Macieja Topolskiego

Wszyscy wiemy, że poeta to nie jest żaden zawód. Poeci zatem, pomni odstraszającego przypadku Brodskiego, muszą imać się różnych zajęć, by móc przynależeć do „zdrowej” części społeczeństwa, jego najlepszego sortu, w ogóle – by przeżyć. Poeta i tłumacz Maciej Topolski został kelnerem. „Niż” to rzecz z pogranicza diarystyki, eseju, poetyckiej prozy. Lapidarność formy sprawia, że mamy wrażenie obcowania z zapiskami czynionymi na gorąco, między jednym a drugim stolikiem, często notowanymi na serwetkach – i to zużytych przez klientelę. Tu i ówdzie zdarzają się bowiem w „Niżu” plamy – najdobitniej przemawia to, co Topolski chce wyrazić pauzami i pustą przestrzenią. Choć wielopiętrowo i gorzko dowcipna, książka jest tak naprawdę oskarżeniem współczesnego świata i rynku pracy – o konsumpcjonizm, mobbing, śmieciowe umowy, dehumanizację pracownika i lekceważenie jego praw.

Fraza, jaką posługuje się Topolski, soczysta i wyszukana, sprawia że chce się go słuchać, nawet, a może zwłaszcza wtedy, gdy wylewa żale, niczym niedojedzoną zupę do zlewu. Każe myśleć o tragizmie losu tych wszystkich, którzy dzielą z narratorem podobne doświadczenia, ale nie są obdarzeni taką maestrią języka, co sprawia, że pośród brzęku sztućców są niesłyszalni. Jeśli więc następnym razem, drodzy klienci, będziecie w restauracji, pomyślcie z wdzięcznością o kelnerze, wykonującym zawód, o wykonywaniu którego nikt nie marzy. A jeśliby jakość obsługi nie była perfekcyjna, postarajcie powstrzymać się od głośnej krytyki – podający „schabowego na siódemkę raz” może okazać się poetą, który później perfidnie was opisze. A po co Wam to, prawda? Wszak chcecie dalej konsumować i żyć w błogiej nieświadomości. Maciej Topolski nie zamierza Wam tego ułatwiać.

(Tomasz Wojewoda)

Maciej Topolski, Niż”, Korporacja Ha!art, Kraków 2020, s. 152