Fajny przelot

Jan Bińczycki o książce "Wrzescz! Mikołaj Trzaska. Autobiografia"

Co to jest yass? To bunt grupy młodych (kiedyś) trójmiejskich i bydgoskich muzyków przeciw zastanym kanonom jazzu. Rozgorzał by przywrócić muzyce właściwe proporcje i wartości: nieprzewidywalność, autorskie piętno, wolność. Tym czym było owo zjawisko na scenie muzycznej, jest w dziedzinie książek o muzyce Wrzeszcz! Mikołaj Trzaska. Autobiografia.

Historie muzyków wydawane w formie książkowej stanowią mocno skonwencjonalizowany segment rynku wydawniczego. Zwykle opowieść leci tak: najpierw historia rodzinna i dzieciństwo, nastoletnie fascynacje, pierwsze garażowe próby, potem już wielkość przetykana potknięciami i upadkami a na koniec pogodzenie się ze sobą i zdobycie wewnętrznej harmonii. Trudno wymyślić w tych sprawach coś oryginalnego. Cała sztuka polega na takim rozłożeniu akcentów by opowieść, mimo powtarzalności, była frapująca. Połowa sukcesu to solidna wiedza i odpowiednia dawka dziennikarskiej dezynwoltury. Drugą część zależy od rozmówcy.

W wypadku tego wywiadu-rzeki udało się spełnić wszystkie konieczne warunki. Tomasz Gregorczyk i Janusz Jabłoński dobrze znają dokonania swojego bohatera, jego przyjaźnie i konflikty personalne oraz środowiskowe. Nie stronią od pytań trudnych i chętnie zagadują także o sprawy pozamuzyczne. A Mikołaj Trzaska wyróżnia się na tle innych kolegów po fachu. Nie jest ani rockmanem, który opowiadałby o „wycinaniu na gitarce”, ani jazzowym nudziarzem. Nie jest nawet klasycznie wykształconym muzykiem, więc nie sypie hermetyczną terminologią. Jego wrażliwość formowały zarzucona edukacja plastyczna oraz uczestnictwo w kontrkulturze schyłkowego PRLu. O muzyce opowiada właśnie plastycznie, posługując się własną nomenklaturą. Ten oryginalny język opisu muzyki pozwala laikom wyobrazić sobie czym jest granie improwizacji w różnych aspektach, od duchowych po czysto fizyczne. Udane granie komentuje zbitką „fajny przelot” i to zdaje się mówić o współtworzonym dźwięku znacznie więcej niż zawartość słownika terminologii muzycznej. Trzaska jest też obdarzony typowym dla trójmiejskich freaków abstrakcyjnym oraz „krawędziowym” poczuciem humoru. Ta opowieść jest jak jego płyty, miejscami sentymentalna lub smutna, w innych punktach przezabawna. Choćby wtedy gdy strzela docinkami w kierunku Leszka Możdżera oskarżając go o „cinkciarskie brzmienie” w czasach świetności grupy Miłość lub wypominając oazowy styl manifestowany noszeniem „kitki z tyłu”. Ze swadą i wiarygodnie opowiada o własnym rozwoju muzycznym, o kulisach organizacyjno-finansowych polskich i zagranicznych scen, o przyjaźni z Marcinem Świetlickim, Andrzejem Stasiukiem, Jurijem Andruchowiczem oraz zastępami muzyków z różnych środowisk.

Książka Jabłońskiego i Gregorczyka uzupełnia obecne na rynku wydawnictwa takie jak Chłepcąc ciekły hel Sebastiana Reraka, czy ADHD Rafała Księżyka, wywiad-rzekę z Ryszardem Tymonem Tymańskim. Pozwala też nieco ograniczyć mocarstwową pozycję jaką działając w ramach yassu osiągnął ten ostatni, oddać głos jego współtowarzyszowi o zupełnie innej perspektywie i wrażliwości. Należy też zauważyć czytelniczą atrakcyjność Wrzeszcz! Nie trzeba żywić wielkiego zainteresowania jazzem, muzyką improwizowaną lub ilustracyjną by wynieść z lektury wiele ciekawych anegdot i wartościowych spostrzeżeń.

Wrzeszcz! Mikołaj Trzaska, Autoobiografia. Rozmawiają Tomasz Gregorczyk i Janusz Jabłoński, Wydawnictwo Literackie, Kraków, 2020, s. 645