Lepszy żywy osioł niż martwy lew

Do lektury przystąpiłam z pewną dozą sceptycyzmu. Szybko jednak się przekonałam, że w przypadku "Białej ciemności" sprawy mają się diametralnie inaczej. Natalia Bała o głośnym reportażu podróżniczym.

„Biała ciemność” Davida Granna to reportaż opisujący wyprawy polarne brytyjskiego badacza Henry’ego Worsleya. Do lektury przystąpiłam z pewną dozą sceptycyzmu. Nie wiem jak Was, ale mnie nieco drażni ten cały nabożny kult otaczający, zwłaszcza w Polsce, alpinistów i innych „wariatów”, którzy ryzykują życie by coś udowadniać. Ot tak. Dla sportu. Nie zrozumcie mnie źle, podziwiam tych ludzi za odwagę, ale widzę w ich postawie również dużą dawkę egoizmu, o którym mało się w medialnych relacjach mówi. Lub też w ogóle się o tym milczy.  Szybko jednak się przekonałam, że w przypadku Białej ciemności sprawy mają się diametralnie inaczej.

Ważną osobą, wzorem i bohaterem, który rozpalał do białości wyobraźnię Worsleya od najmłodszych lat był Ernest Shackleton. Polarnik, który w początkach  ubiegłego wieku nieomal zdobył biegun południowy.  Co ważne, dziadek Worsleya był członkiem legendarnej wyprawy Shacletona.

Sporo miejsca autor poświęca opisowi tej odległej w czasie ekspedycji. Zwraca  uwagę na niezwykłe talenty Shackletona: jego umiejętność zjednywania sobie ludzi, styl zarządzania oparty na przewodzeniu ludziom własnym przykładem a nie przez egzekwowanie przewagi nad nimi.

Styl książki jest bardzo przejrzysty, przyjazny w odbiorze i czysty. Autorowi udało się bez nadmiernego romantyzowania ukazać walkę człowieka z przyrodą, w tym przypadku żywiołem lodu.

Worsley jak dowiadujemy się z książki przejął i starał się w sobie kształtować te cechy które miał jego idol.  Nie ma tu więc bohatera w stylu macho, który idzie „choćby i po trupach” do celu. Mamy za to mądrego, dojrzałego przywódcę, człowieka z wizją. I wielkim marzeniem.

Worslay w 2008 z dwoma towarzyszami wyruszył w swoją pierwszą wyprawę polarną. Szczerze muszę przyznać, że dla mnie,  przy osobistym braku skłonności do sportów ekstremalnych, opis tego nadludzkiego wysiłku, jest czymś wstrząsającym. Czytamy o odmrożonych palcach, chronicznych biegunkach, palącym bólu w płucach przy każdym oddechu i o mozolnym posuwaniu się przez lodową zamieć po kilkadziesiąt kilometrów dziennie.

Ciekawie jest też ukazana relacja Worsleya z żoną i dziećmi. Proces akceptacji jego pasji i wsparcie, jakie uzyskał od rodziny wzruszają. Przed każdą wyprawą Joanna, żona Worsleya mówiła mężowi „Lepszy żywy osioł niż martwy lew”, mając jak sądzę nadzieje, że to przekona go do tego, by zawrócił i wezwał pomoc, gdy nie będzie już w stanie iść dalej.

 Jest to piękna opowieść nie tylko o ekstremalnej wyprawie, ale też o miłości i poświęceniu, akceptacji i odwadze.

W 2015 Worsley, tak jak to opisują wspinacze wysokogórscy „poczuł zew”. Lodowa kraina wzywała go ponownie. Miał już 55 lat mimo tego postanowił wyruszyć tym razem samotnie na kolejną wyprawę. Czy zaklęcia Joanny podziałały i tym razem? Czy Worsley okazał się osłem czy jednak lwem, którego pochłonęła biała ciemność? Sprawdźcie samodzielnie.

Natalia Bała

 David Grann ,Biała ciemność, W.A.B, Warszawa 2021

Tłumaczyła Dominika Cieśla – Szymańska,

stron 205